Defibrylatory AED w rękach niemedyków – rozmowa z dr n. med. Agatą Zamecznik

Defibrylatory AED w rękach niemedyków – rozmowa z dr n. med. Agatą Zamecznik

Agata Zamecznik jest absolwentką Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. W swojej 15-letniej pracy lekarza zbierała doświadczenie na Oddziale Kardiologii Dziecięcej, Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, Oddziale Intensywnej Terapii Noworodka. To bardzo skuteczny lekarz oraz wspaniały szkoleniowiec, z bogatym i nietuzinkowym doświadczeniem również w obszarze zaawansowanych technik ratowniczych.

Przez ostatnie miesiące szkoleń warsztatowych z zakresu udzielania pierwszej pomocy, jakie prowadzimy w #MedykFX, skrupulatnie notowaliśmy pytania związane z działaniem i stosowaniem defibrylatorów AED. Niejednokrotnie rozprawialiśmy się też z mitami, które padały z ust uczestników zajęć. To właśnie ten zgromadzony i uporządkowany materiał stał się bazą dla naszej dzisiejszej rozmowy.

Krzysztof Jakucy: Agato, poprosiłem Cię o rozmowę jako lekarza i świetnego szkoleniowca. Na co dzień prowadzisz zajęcia z zakresu udzielania pierwszej pomocy na poziomie zaawansowanym i eksperckim dla studentów medycyny i lekarzy. Zdaję sobie sprawę, że udzielenie odpowiedzi na pytania, którymi zaraz Cię zarzucę, często nie wymaga posiadania tak poważnych kompetencji, jak lekarza. Niemniej jednak, jako ratownik medyczny, chciałbym Cię poprosić, właśnie jako lekarza, o pochylenie się nad zebranymi pytaniami i pomoc w uporządkowaniu tego obszaru wiedzy dla przygodnych ratowników. Chciałbym Cię jednocześnie zachęcić do odczarowania tematu powszechnej defibrylacji w jak najbardziej przejrzysty sposób, tak aby nasz przekaz trafił przede wszystkim do niemedyków. Myślę, że warto zacząć od wyjaśnienia, jak działa defibrylator AED.

Agata Zamecznik: Bardzo trudno wytłumaczyć to w dwóch słowach, ale najprościej mówiąc, AED jest urządzeniem, które potrafi rozpoznać bardzo konkretny nieprawidłowy rytm serca i wskutek tego podać wyładowanie elektryczne, które go umiarowi. Możemy sobie wyobrazić, że jest to tak sprytne urządzenie, że po podłączeniu wie, kiedy jego użycie jest potrzebne, a kiedy nie. Fajne jest w nim to, że może go użyć każdy, nawet nie znając się na rytmach serca. Na tym etapie mogłabym w zasadzie skończyć tłumaczenie mechanizmu jego działania, bo będąc niemedykiem nie trzeba go rozumieć, by korzystać z tego wynalazku. Jest on oczywiście wzorowany na defibrylatorach, które pewnie wiele osób zna z filmów. Natomiast do obsługi tamtych urządzeń potrzebna jest wiedza, doświadczenie i zespół ludzi. Nie dotyczy to w ogóle urządzenia AED, które ma służyć laikowi, osobie przypadkowej, być powszechnie używane i samo wie, kiedy to użycie jest wskazane, a kiedy nie.

W jakich stanach zagrożenia życia i zdrowia sięgamy po AED?

Znowu odpowiedź brzmi: tak naprawdę laik nie musi tego wiedzieć. Ma po nie sięgnąć zawsze wtedy, kiedy jest dostępne, a urządzenie samo będzie wiedziało, czy w danej sytuacji się przyda, czy nie. W praktyce zaleci podanie wyładowania tylko wtedy, kiedy zdiagnozuje określony rytm serca, występujący w nagłym zatrzymaniu krążenia u osób dorosłych, czyli np. zawale, czy w nagłych zaburzeniach rytmu, choćby u sportowców. Ale też w różnych innych sytuacjach – podczas porażenia prądem, u osób po wszczepieniu rozrusznika serca, u osób, które są nieprzytomne albo nie oddychają.

Dlaczego tak ważny jest czas upływający od momentu zatrzymania krążenia do podjęcia defibrylacji, a co za tym idzie szybki i powszechny dostęp do urządzeń typu AED?

Dlatego, że AED znacznie zwiększa szanse na przeżycie. Powstało bardzo wiele badań na ten temat. Udowodniono w nich, że osoba, u której wcześnie zostanie zastosowane AED, ma około 50-75% więcej szans na przeżycie bez powikłań. Niestety działa to też w drugą stronę – z każdą minutą opóźnienia szanse te maleją o ok. 3-5%. Jeżeli wyobrazimy sobie standardowy czas trwania przejazdu pogotowia w mieście, to mamy minimum 10 minut, czyli o 30% mniejsze szanse na przeżycie i uniknięcie powikłań. Chyba, że w tym czasie ktoś ze świadków użyje defibrylatora AED.

Czyli czas podjęcia defibrylacji jest tu kluczowy i jeżeli takie urządzenie znajduje się gdzieś w naszym zasięgu, to zwłoka będzie błędem?

Tak, podobnie jak oczywiście nie wolno zwlekać z podjęciem resuscytacji i udzieleniem pomocy osobie poszkodowanej. W tej chwili mamy już takie możliwości techniczne i program Publicznego Dostępu do Defibrylacji (PAD) jest na tyle powszechny, że jeżeli mamy to urządzenie w pobliżu, błędem jest go nie użyć.

Wspomniałaś wcześniej o wszczepionym rozruszniku serca. Czy jest on przeszkodą do użycia AED?

Wprost przeciwnie. Możemy się spodziewać, że jeżeli u osoby z rozrusznikiem wystąpiło zatrzymanie krążenia i leży nieprzytomna, wszczepione urządzenie nie działa prawidłowo. W związku z tym najprawdopodobniej ma problemy związane z układem krążenia i z sercem, i bardzo prawdopodobne, że zatrzymanie krążenia będzie w takim rytmie, który wymagać będzie użycia AED. Powiedziałabym nawet, że nie ma obaw, a właściwie jest duża doza pewności, że będziemy tego urządzenia potrzebować.

Wśród czynników powodujących zatrzymanie akcji serca czy dysfunkcje serca wymieniłaś porażenie prądem elektrycznym, które może nastąpić np. na skutek wyładowania elektrycznego/elektrostatycznego. Jak wygląda używanie AED w tego typu sytuacjach, kiedy osoba poszkodowana znajduje się na mokrej powierzchni lub sama jest mokra, bo np. została wyciągnięta z wody albo pada deszcz?

Zacznę od wyjaśnienia, dlaczego defibrylator AED nie jest zupełnie automatyczny. Pozostał w wersji półautomatycznej, dlatego że człowiek jest potrzebny do jednej kluczowej rzeczy – do zachowania bezpieczeństwa siebie i osób z otoczenia. Kiedy używamy AED, również we wspomnianych sytuacjach, czyli na mokrej czy metalowej powierzchni, musimy o to bezpieczeństwo zadbać. Jeżeli jest to możliwe, osobę poszkodowaną należy przenieść na suchą powierzchnię, wytrzeć i dopiero wtedy zastosować to urządzenie. Jeżeli nie ma takiej możliwości, to i tak urządzenie może być bezpiecznie zastosowane, dlatego że prąd, który „przepłynie” po mokrej powierzchni, ma bardzo niskie napięcie i nie wyrządzi szkody dla serca osoby, która go używa. Znów wracamy do punktu wyjścia – AED nie zrobi krzywdy komuś, kto ma prawidłowy rytm serca, nie można samego siebie zdefibrylować. Wspomniane wcześniej przypadki nie są przeciwwskazaniem do użycia defibrylatora AED.

Jeżeli chodzi o wyładowanie atmosferyczne czy w ogóle porażenie prądem elektrycznym – bez względu na to, czy jest to prąd z gniazdka, o napięciu 230 V lub 400 V, czy prąd z wyładowania atmosferycznego – jego skutkiem jest rozchwianie czynności elektrycznej serca, czyli pojawienie się migotania komór. To właśnie ten rytm rozpoznaje defibrylator. Zdecydowana większość zatrzymań krążenia na skutek porażenia prądem przebiega w tym mechanizmie. Jeśli trwa to długo, wtedy ten rytm może się zmienić w tzw. asystolię, czyli słynną prostą kreskę z ekranu defibrylatora medycznego, i AED już się na nic nie przyda. Natomiast w pierwszej fazie porażenia prądem AED może okazać się bardzo potrzebne. Tutaj zwracam uwagę na grupę dzieci, czyli troszeczkę bliższy mi temat. Do tej pory przynajmniej raz w ciągu dyżuru na oddział trafiały dzieci, które doznały porażenia prądem elektrycznym. Często były to też dzieci po krótkotrwałym zatrzymaniu krążenia – albo reanimowane przez swoich rodziców, albo przez zespół pogotowia. Pamiętam też przypadki, w których była użyta defibrylacja, skuteczna defibrylacja. Warto sobie uświadomić, że jeśli osoba doznająca porażenia prądem przed tym incydentem miała zdrowe serce, to szansa na jej uratowanie jest bardzo duża. Jeżeli mamy do czynienia ze starszym człowiekiem, który ma migotanie komór w mechanizmie zawału, to u niego tego czynnego mięśnia sercowego jest już procentowo mniej, więc statystyka przeżywalności nieco spada. Natomiast dzieci czy osoby młode, które doznają porażenia, mają bardzo duże szanse na przeżycie. W tej sytuacji naprawdę nie należy bać się użycia AED, bo pewnie będzie taka potrzeba, o czym urządzenie samo nam powie. Może to być bardzo skuteczne naciśnięcie przycisku.

Trochę uprzedziłaś moje pytanie. Od ponad dwóch lat pracuję na planach filmowych, gdzie często obok naprawdę wielu urządzeń i instalacji elektrycznych zasilanych prądem fazowym, międzyfazowym, prądem stałym o różnych amperażach biegają dzieci, które są statystami, epizodystami lub aktorami. Stąd cieszę się, że o tym powiedziałaś. Natomiast jest jeszcze jedna rzecz, o którą chciałbym dopytać. Jaka jest różnica między użyciem AED u osób dorosłych a u dzieci?

Gdy mamy dziecko powyżej 8. roku życia, to żadna. Elektrody, woltaż i podawana przez AED energia są takie same. Jeżeli dziecko ma mniej niż 8 lat lub waży poniżej 25 kg, zaleca się stosowanie redukcji energii w AED. Producenci stosują kilka rozwiązań w tym obszarze: albo elektrody pediatryczne, które w praktyce trzeba po prostu wyjąć z opakowania i zastosować, gdy pacjentem jest dziecko, albo reduktor, czyli taka przejściówka, którą należy umieścić w określonym miejscu, albo rozwiązanie moim zdaniem najlepsze, czyli po prostu przycisk pediatryczny. Wszystkie te rozwiązania mają na celu redukcję energii urządzenia u dzieci poniżej 8. roku życia. Wtedy urządzenie działa dokładnie w ten sam sposób, tylko podaje mniejszą energię.

Jakiej energii używa się w urządzeniu dla osoby dorosłej, a jakiej dla dzieci?

To zależy od producenta. W tej chwili właściwie wszystkie defibrylatory AED są dwufazowe i wykorzystuje się w nich energię 150-200 J. Z tego co wiem, większość producentów stosuje energię 200 J. Natomiast energia redukowana dla dzieci mieści się w granicach 50-75 J.

Pozostając w temacie dzieci, co możesz powiedzieć o stosowaniu AED u kobiet w ciąży? Czy istnieją tu jakieś ograniczenia lub przeciwwskazania?

Sama ciąża nie jest przeciwwskazaniem do zastosowania urządzenia AED. W zależności od tego, jaki mamy brzuch u kobiety ciężarnej, trudnością może być naklejenie elektrod w taki sposób, jak pokazuje rysunek. Warto podkreślić, że AED dokładnie opisuje – rysunkowo i wizualnie – jak należy umieścić elektrody. U ciężarnych kobiet może być trudno zrobić to w ten sposób, np. gdy brzuch jest już bardzo wysoki. Wtedy można umieścić elektrody albo przód-tył, czyli między piersiami i między łopatki, albo bocznie, w zależności od tego, jaki mamy do tej kobiety dostęp. Jeżeli podejmujemy resuscytację kobiety ciężarnej, to jej pozycja wyjściowa powinna być nieco inna – kobieta powinna leżeć na lewym boku. W zasadzie poza nieco innym naklejeniem elektrod, zasada użycia urządzenia jest taka sama. Pamiętajmy o tym, że kobieta i jej nienarodzone jeszcze dziecko są to „naczynia połączone”, dlatego jeżeli mama ma zatrzymanie krążenia, to średnio po upływie ok. 10 min będziemy mieć zatrzymanie krążenia u dziecka. Jeśli nie przeżyje tego matka, którą trzeba ratować, dziecko również nie przeżyje. Jeżeli będą wskazania do podania wyładowania, to oczywiście należy to zrobić. Pamiętam taką sytuację z mojej pracy, kiedy podczas spotkania rodzinnego kobieta w ciąży doznała zatrzymania krążenia. Na miejsce przyjechał zespół ratownictwa medycznego, który podłączył jej elektrody, wykonał defibrylację i na ręcznym masażu serca dowiózł do szpitala, który znajdował się dosłownie dwie przecznice dalej. Dziecko przyszło na świat w trybie ratunkowego cesarskiego cięcia, otrzymało 3 punkty w skali Apgar i przeżyło, mama niestety nie. I pewnie gdyby nie to urządzenie, gdyby nie podjęto wczesnych działań resuscytacyjnych, zginęliby oboje.

Pytałem Cię o osobę mokrą, pytałem o kobiety w ciąży i o rozrusznik serca. Łącząc wszystkie te przypadki, jak używać AED u osoby będącej w hipotermii?

Słynna zasada ratownicza mówi, że człowiek nie jest martwy, dopóki nie jest ciepły i martwy. Pamiętajmy przede wszystkim o tym, że wszelkie działania podejmujemy do czasu ogrzania pacjenta. Wszystkie nasze procesy metaboliczne, a zwłaszcza te związane z pracą serca i mózgu, w hipotermii pracują „wolniej”. Gdy zwalnia się ich metabolizm, dramatycznie spada również zapotrzebowanie na tlen. Dla przykładu, przy temperaturze średniej hipotermii w granicach 30°C to zapotrzebowanie prawdopodobnie będzie wynosiło około 50% względem normy. Przy głębszej hipotermii zapotrzebowanie na tlen może być jeszcze mniejsze. W związku z tym udzielając pomocy człowiekowi znajdującemu się w głębokiej hipotermii, nie należy postępować rutynowo. Najpierw należy go ogrzać i w ten sposób próbować przywrócić funkcje życiowe. Pamiętajmy też, że w takim przypadku metabolizm leków czy energia elektryczna, którą podaliśmy, też może działać uszkadzająco na zahibernowane komórki. Zatem szansa na to, że u osoby w głębokiej hipotermii wystąpi migotanie komór, jest praktycznie żadna. To nie jest mechanizm, w którym zatrzymują się osoby w hipotermii, więc po pierwsze nie będzie wskazań i urządzenie nie pozwoli na podanie wyładowania, po drugie w przypadku hipotermii należy najpierw ogrzać pacjenta, dopiero potem przystąpić do kolejnych działań. Myślę, że dla przypadkowego ratownika priorytetowym zadaniem będzie ogrzanie poszkodowanego – w bezpieczny dla niego sposób – a dopiero później wdrażanie bardziej zaawansowanych procedur ratowniczych.

Agato, zebrałaś masę doświadczeń również podczas zabezpieczania organizowanych przez WOŚP festiwali Woodstock. Jakie są Twoje spostrzeżenia związane z użytkowaniem defibrylatorów AED podczas dużych imprez masowych, zgromadzeń publicznych etc.?

Ponieważ jest to urządzenie bardzo poręczne, małe i proste w obsłudze, to oczywiście często jest wykorzystywane na imprezach masowych. Na Woodstocku wszystkie quady ratownicze, które były wysyłane na pole, były wyposażone w AED. W szpitalu polowym, obok klasycznych defibrylatorów, z których korzystała obsada lekarsko-pielęgniarska, również znajdowały się defibrylatory AED. Wbrew sugestiom opinii publicznej, na Woodstocku nie używamy AED co 20 min, natomiast faktycznie na pierwszej linii – na polu, gdzie w środek namiotów i pod scenę jedzie tylko quad i trzech ratowników – AED jest zdecydowanie lepszym, bezpieczniejszym i bardziej poręcznym rozwiązaniem.

W naszej rozmowie rozdzielamy świat defibrylatorów na urządzenia automatyczne/półautomatyczne AED i te stricte medyczne, przeznaczone do użycia przez personel medyczny z dyplomem: lekarzy, pielęgniarzy, ratowników medycznych. Czy jesteś w stanie powiedzieć, czym różnią się te urządzenia? Dlaczego medycy korzystają z defibrylatorów mniej poręcznych, cięższych, bardziej skomplikowanych, trudniejszych w obsłudze, z większą liczbą akcesoriów, a przygodnym ratownikom, ratownikom KPP, ludziom po kursach pierwszej pomocy oddajemy takie proste, małe, plastikowe pudełka?

Bardzo łatwo to wytłumaczyć. Jak już powiedziałam, urządzenie AED wie lepiej. Osobom przypadkowym, ratownikom KPP i wszystkim tym, którzy na co dzień nie defibrylują, zaleca się wykorzystywanie urządzeń AED, bo używając ich, nikomu nie zrobią krzywdy – ani sobie, ani poszkodowanemu. Nie pomylimy się, nie podamy wyładowania wtedy, kiedy nie trzeba, bo urządzenie na to nie pozwoli. Nie wspomniałam o jeszcze jednej ważnej rzeczy, urządzenie AED pełni rolę instruktora, który wydaje bardzo szczegółowe polecenia: „Wezwij pomoc”, „Rozbierz pacjenta”, „Naklej elektrody”, „Uciskaj”, „Podaj oddechy ratunkowe”, a nawet przypomina numer alarmowy 112. Jest to ogromne ułatwienie dla osoby, która znalazła się w tak niecodziennej sytuacji i jest w stresie. Nawet jeżeli wielokrotnie przeszliśmy kurs pierwszej pomocy, to w momencie, kiedy trzeba ratować na przykład kogoś z naszych bliskich, często nie wiemy, co mamy robić lub gubimy kolejność działań.

To urządzenie, poza tym, że jest defibrylatorem, jest po prostu instruktorem, dlatego jest takie dobre. Urządzenie szpitalne tego nie zrobi. Należy wiedzieć, gdzie je włączyć, jaką energię wyładowania ustawić, jakie wybrać łyżki i jak je trzymać, co i w którym momencie nacisnąć, kiedy podać energię… Jest mnóstwo danych, które trzeba zebrać, żeby je obsłużyć. Zastanawiając się nad szpitalnym wykonywaniem defibrylacji, czasami mam takie poczucie, że poza oddziałami, na których często można się spodziewać zatrzymania krążenia, a defibrylator jest tam używany trochę częściej, jak oddziały po kardiologii interwencyjnej, SOR-y, oddziały intensywnej terapii czy nawet moja kardiologia, powinniśmy mieć tam na stanie AED. Dla szeregowego lekarza, szeregowego ratownika i szeregowej pielęgniarki, którzy na co dzień nie mają do czynienia z zatrzymaniem krążenia, właśnie w tej stresowej sytuacji użycie AED byłoby naprawdę dobrym rozwiązaniem. Osobiście, gdybym miała taki wybór, wolałabym mieć urządzenie AED, które pozwala działać sprawnie, bez konieczności zastanawiania się, czego i jak użyć. Świadczy to oczywiście o tym, jak bezpieczne jest to urządzenie. Natomiast jeżeli chodzi o defibrylatory szpitalne, pamiętajmy o tym, że mają one również drugą funkcję – wykonują kardiowersję, czyli taki rodzaj synchronizacji rytmu serca, który trzeba stosować w jego bardzo specyficznych zaburzeniach. Tego oczywiście AED nie wykona. Dlatego w szpitalach używa się defibrylatorów, które łączą obie te funkcje w jednym urządzeniu. Choć – moim zdaniem – w warunkach szpitalnych równie dobrze sprawdziłoby się AED.

Podczas mojego kierowania pionem medycznym izby wytrzeźwień w Warszawie udało nam się rozmieścić w budynku cztery defibrylatory AED i trzy zestawy reanimacyjne ALS tak, by dostęp do nich zajmował maksymalnie minutę. Każdy pracownik – włącznie z pracownikami obsługi, pracownikami technicznymi i administracyjnymi – raz w roku odbywał szkolenie BLS/AED, został przygotowany, by tego urządzenia użyć i nawet po ciemku wiedział, gdzie go szukać. Same urządzenia były oznaczone i zawsze znajdowały się pod ręką, niezależnie od tego, w której części budynku ktoś ich potrzebował. Ty również mówiłaś o szkoleniach. Czy myślisz, że do skutecznego używania AED konieczne jest odbycie specjalnego szkolenia, zdobycie certyfikatu i spędzenie z tym urządzeniem wielu godzin?

Szkolenia czy kursy pierwszej pomocy powinny oczywiście uwzględniać tematykę defibrylatora AED, ale nie dlatego, żeby uczyć jego użycia, tylko po to, by odczarować defibrylację jako coś, do czego trzeba mieć kwalifikacje. W tym sensie szkolenia z AED są potrzebne, bo ich uczestnicy wychodzą i „mają tę moc”, wiedzą, że potrafią przeprowadzić defibrylację. Choćby dlatego powinno się o nich mówić na szkoleniach. Natomiast czy trzeba specjalnie uczyć ich obsługi? Włączając nowego iPhone’a, posługujesz się nim intuicyjnie. Czytając pojawiające się na ekranie komunikaty, mniej lub bardziej szczegółowo, jesteś w stanie obsłużyć nowy telefon. Moim zdaniem dokładnie tak samo obsługujesz AED – słuchasz komunikatów i postępujesz zgodnie z ich treścią. Proste.

15 lat temu z Anią Chlebowską byliśmy na stażu ratowniczym w Tel Awiwie, gdzie „odpaliliśmy” AED wydające komunikaty po hebrajsku, chociaż żadne z nas nie mówiło w tym języku. To jest tak proste, że wiedząc jak to urządzenie działa, każdy spokojnie jest w stanie się nim posługiwać, nawet obcy język nie jest tu przeszkodą.

Często szkolę z pierwszej pomocy rodziców naszych wcześniaków, którzy wychodzą do domu z ciężko chorymi dziećmi, po długotrwałych pobytach na OIOM-ie. Mam takie poczucie, że gdyby każdy, raz na jakiś czas, obowiązkowo wziął udział w szkoleniu z pierwszej pomocy, takim naprawdę porządnie przygotowanym i przeprowadzonym, i na tym szkoleniu ktoś by mu to urządzenie pokazał, kazał wcisnąć guzik, wysłuchać komunikatów, to naprawdę te wiszące urządzenia, które przecież są już coraz powszechniej dostępne, byłyby po prostu w użyciu. Obawiam się, że działamy trochę tak, jak wiele rzeczy w naszym kraju – najpierw kupujemy, wieszamy, ale nie mamy przekonania, że ludzie sięgnęliby po AED, gdyby była taka konieczność. Moim marzeniem jest, żebyśmy jednak troszeczkę powszechniej mówili o tym, czym jest AED, jak działa, że używając go nie zrobimy nikomu krzywdy. Od jakiegoś czasu na szkoleniach nie słychać pytań o łamane żebra czy mostek i mam wrażenie, że przez te wszystkie lata odczarowaliśmy ten mit. Teraz chciałabym odczarować robienie krzywdy defibrylacją. Tak sobie myślę, że minie jeszcze wiele czasu, zanim to się stanie. Ale kropla drąży skałę, więc może uda nam się i z prądem.

Jasne, życzmy sobie tego wszyscy. Tym bardziej, że szkoleń z AED i prowadzących je firm jest na rynku bardzo dużo. I bardzo dobrze.

To prawda. Jakiś czas temu w Łodzi wybierano projekty w ramach budżetu obywatelskiego i najwięcej głosów zdobył zakup urządzeń AED do przestrzeni publicznej. Powiem Ci, że bardzo mnie to zbudowało. Wygrał z równie ważnymi inicjatywami, ze schroniskami dla biednych piesków i domami dziecka.

To są bardzo trudne wybory.

Dlatego ludzie muszą mieć takie przeświadczenie, że jest to coś, co jest potrzebne. Ale czy będą z nich korzystać? Chociaż na przykład ostatnio na dyżur przywieziono z Manufaktury Łódzkiej mężczyznę po zastosowaniu AED w czwartej minucie zatrzymania krążenia. Bardzo przytomny ochroniarz z centrum handlowego dostarczył defibrylator, a przypadkowy ratownik po prostu go użył, więc jednak się da.

Znam podobne przykłady z warszawskiego metra, gdzie potrzebna była defibrylacja. Wdrożenie, uruchomienie, dostępność – to wszystko jest w stanie świetnie zafunkcjonować i, mówiąc kolokwialnie, robi robotę.

Tam w centrum handlowym defibrylatora użył prawdziwy ratownik, więc niestety często jest i tak, że pada pytanie: „Czy jest na sali lekarz?”. Jeśli jest, to użyjemy defibrylatora, a jeśli nie ma, to nikt się tego nie podejmie.

Wierzę, że jest coraz lepiej, chcę w to wierzyć.

Też chcę w to wierzyć, ale myślę, że jeszcze długa droga przed nami. Więc Ty szkol, ucz ludzi i może nasze dzieci będą potrafiły ratować życie używając defibrylatora.

Dziękuję Ci pięknie za rozmowę i życzę samych skutecznych reanimacji! Do zobaczenia na kolejnym szkoleniu #MedykFX!

Więcej zdjęć z ćwiczeń czy warsztatów, gdzie wykorzystujemy AED znajduje się na Instagramie medykFX

One Comment
  1. Oby wszyscy lekarze byli tacy, Pani Agato dziękuję za uporządkowanie wiedzy

Napisz odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.