Gdzie zaczyna się system ratowniczy?

Gdzie zaczyna się system ratowniczy?

Na dalekim wschodzie Europy system ratowniczy ma swój początek na najwyższym szczeblu władzy i spoczywa w rękach ministra (może nawet prezesa rady ministrów – lokalnego naczelnego wodza), ministra zdrowia, ministra spraw wewnętrznych, może jakiegoś siłowego wiceministra (koniecznie podsekretarza stanu z wieloma medalami na mundurze galowym). Natomiast na zachodzie Europy i w innych krajach, które w tym obszarze traktuję jako wzorcowe, bieguny są odwrócone, gdyż system zaczyna się od statystycznego obywatela (przeciętnego Kowalskiego), a kończy dopiero „pod żyrandolem”.

Żeby dobrze zobrazować znaczenie Kowalskich, Nowaków czy Jakucych dla systemu idealnego, wyobraźmy sobie teraz stację pogotowia czy jednostkę straży pożarnej, która mieści się tuż za rogiem, i nagły stan zagrożenia życia czy szybki rozwój pożaru – tu na miejscu, powiedzmy w pracowni chemicznej na drugim piętrze szkoły podstawowej, ale równie dobrze może to być dom, biuro, hotel, przedsiębiorstwo, basen, na którym spalamy kalorie i odreagowujemy stresy życia codziennego. Teraz wyobraźmy sobie system ratowniczy posiadający centra dyspozytorskie na szczeblach lokalnych i centralnych, zaawansowane systemy wspomagania dowodzenia, aktualne mapy i ortofotomapy rejonów operacyjnych, dostęp do łączności satelitarnej oraz do cyfrowej łączności radiowej, w tym komórkowej, wgląd online do monitoringu wizyjnego na ulicach miast, ważniejszych drogach publicznych, a nawet drony gotowe do obserwacji sytuacji nagłych, pozostające w pełnej gotowości do startu. Radary pogodowe, algorytmy pokazujące czas dojazdu sił i środków – z uwzględnieniem ruchu pojazdów w danym czasie, danych pogodowych, pory roku – system obrazujący lokalizację ww. sił i środków w czasie rzeczywistym, z uwzględnieniem statusów realizacji ich zadań etc. Omiećmy oczami wyobraźni systemową teletransmisję danych/badań medycznych prowadzonych np. w karetkach ze specjalistami w zakresie kardiologii, neurologii, chirurgii etc. Sprawne szpitalne oddziały ratunkowe (SOR) i centra urazowe, które do tego wzorcowego sytemu udostępniają prawdziwe, tzn. rzeczywiste dane o obłożeniu (zajętości) czy brakach kluczowych środkowi medycznych i wyposażenia (jak krew z podziałem na grupy, braki np. respiratorów, awarie kluczowego sprzętu diagnostycznego – i można by tak jeszcze długo wymieniać). Doskonałe współdziałanie na różnych szczeblach decyzyjnych służb, inspekcji i straży w ramach ich siatek bezpieczeństwa.

A teraz wróćmy do zdarzenia. Czy choć część wspomnianego wyżej systemu ma szansę zadziałać szybko, sprawnie i adekwatnie do zagrożenia (mechanizm i skutki pierwotne oraz wtórne), jeśli ktoś będący w miejscu zdarzenia nie zadzwoni na numer 112 i nie rozpocznie tego domina systemowych działań ratunkowych? Jeśli nie zapoczątkuje go w odpowiedni sposób, który umożliwi podjęcie adekwatnych działań systemu od samego początku? Nie zapewni tak bezcennej informacji startowej, ale również we współpracy z operatorem numeru 112 nie podejmie działań na miejscu tego zdarzenia lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie – działań mających na celu ograniczenie zagrożenia (głównie poprzez wsparcie procesów ewakuacji), udzielenie pierwszej pomocy etc.?

Wszystkie poważne sytuacje zagrożeń, w których brałem udział czy rozkładałem na czynniki pierwsze jako specjalista od ratownictwa, ewakuacji czy zarzadzania kryzysowego, charakteryzowało kilka ważnych stałych:

  • zaistnieniu każdego zdarzenia o charakterze mnogim czy masowym towarzyszy chaos informacyjny i sytuacyjny;
  • w fazie tej (patrz punkt powyżej) z reguły brakuje adekwatnej do sytuacji ilości sił i środków ratowniczych oraz służb porządku publicznego;
  • szczególnie w dużych skupiskach miejskich, podczas korków, w godzinach szczytu, przy niekorzystnej dla kierowców aurze, ważna jest precyzyjna informacja o miejscu, rodzaju i skali zdarzenia/zagrożenia. Każda stracona minuta wydłuża czas dojazdu ratowników (co ma szczególne znaczenie podczas poważnego zdarzenia), w bezpośrednim sąsiedztwie zdarzenia będzie powiększał się chaos drogowy (często nazywany korkiem) i jeszcze bardziej opóźniał przyjazd sił i środków – szczególnie ciężkich pojazdów strażackich, pogotowi technicznych, ale również ambulansów, które choć nieco mniejsze, to korka nie przeskoczą;
  • w fazie tej superważni są tzw. przygodni ratownicy, czyli osoby będące w rejonie zdarzenia, czasem jego uczestnicy, którzy jako pierwsi udzielają pierwszej pomocy, pomagają w samoewakuacji ze strefy zagrożenia itp. To oni i ich pierwsze działania mogą decydować o życiu i śmierci oraz skutecznie niwelować braki służb, udzielając wsparcia np. w procesach ewakuacji medycznej (przypominam, że w karetkach mamy teraz przeważnie dwóch ratowników, a do standardowej deski ortopedycznej w terenie przydałyby się co najmniej 3-4 osoby). W tego typu sytuacjach wiele nagłych stanów zagrożenia życia w ich początkowej fazie udaje się zabezpieczyć takim wsparciem, dając ratownikom czas na przybycie, rozwinięcie, działanie, triaż…

W tym miejscu warto zrobić drobną dygresję. Z moich kilkuletnich obserwacji poczynionych w oparciu o bezpośredni udział w dziesiątkach „większych” zdarzeń na terenie Warszawy, ale również obserwacji funkcjonowania tkanki miejskiej poprzez miejski system monitoringu wizyjnego (ZOSM) z oglądem w Centrum Bezpieczeństwa m.st. Warszawy wynika, że w pierwszych minutach korka spowodowanego nagłą sytuacją kryzysową kierowcy pojazdów w nim uczestniczący podporządkowują się zaistniałej sytuacji i przepisom prawa o ruchu drogowym. Jednak już po kilku minutach od rozpoczęcia zatoru część z nich próbuje się uwolnić z korka, wykonując manewry zawracania, jadąc pod prąd, po pasie awaryjnym (czasem cofając) czy pasach zieleni, a pozostała część kierowców próbuje im te samozwańcze działania utrudniać. W pierwszych fazach działań ratowniczych często właśnie w ten sposób na osi czasu wydłuża się dojazd służb ratowniczych.

Prowadząc szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, mamy zaszczyt dzielenia się wiedzą z najważniejszą częścią systemu bezpieczeństwa i ratownictwa. Na razie żaden system, nawet najbardziej złożony, zdalnie czy poprzez SWD (System Wspomagania Dowodzenia) fizycznie nie zatamuje silnego krwawienia, nie powstrzyma zadławienia czy choćby nie zabezpieczy prawidłowo miejsca wypadku na drodze.

Dlatego tak ważne są okresowe szkolenia z zakresu pierwszej pomocy i współdziałania z operatorem numeru 112, programy edukacyjne w tym obszarze, szkolenia przypominające oraz przede wszystkim ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia w tym zakresie.

Takie kompetencje są nieocenione i nie znam człowieka będącego w moim wieku, który nigdy w życiu nie spotkał na swojej drodze nagłego zachorowania, wypadku czy sytuacji o charakterze kryzysowym. Nie ulega też wątpliwości, iż w sytuacji stresowej zawsze łatwiej jest odtwarzać pewne postawy czy algorytmy postępowań, niż kreować coś na podstawie rozmowy telefonicznej i wyobrażeń – dlatego taki nacisk kładziemy na szkolenia, ćwiczenia, warsztaty!

System ratowniczy nie jest z gumy, ale nawet jeśli nie jest nadmiernie rozciągany przez mnogość zdarzeń, to bez obywateli i współdziałania z nami nie ma dużych szans na efektywne działanie choćby w trybie podstawowym. Dla zobrazowania tego o czym myślę, przytoczę cztery przykłady obrazujące jak ważnymi partnerami dla siebie jesteśmy.

  • Otwarty pożar połaci dachu, duże zadymienie, ludzie w rejonie zagrożenia, lokacja podana w zgłoszeniu – Warszawa, al. Wilanowska i numer posesji. Prawdziwe miejsce zdarzenia to jednak ulica Wilanowska, a nie aleja Wilanowska (inne dzielnice, siły i środki z innych miejsc wyczekiwania, znaczna odległość – identyczne nazwy ulicy w jednym mieście). Błąd wymaga współdziałania ze zgłaszającymi, by potwierdzić lokację. Przygodni uczestnicy zdarzenia pomagają poszkodowanym, gdyż potrzeba czasu, aby przekierować działania służb ratowniczych. Takich sytuacji znam więcej, ku przestrodze przytoczę jeszcze jedną, analogiczną. Ponieważ nasze koleżanki i koledzy operatorzy numeru 112 odbierają telefony alarmowe z całej Polski, warto wiedzieć, iż dzwoniąc z Warszawy, możemy rozmawiać z kimś w Gdańsku, Krakowie czy w każdym innym wojewódzkim centrum powiadamiania ratunkowego 112. Wróćmy jednak do przykładu – kiedyś dysponowaliśmy służby techniczne do wypadku autobusu na Jana Pawła II w Warszawie. My kierujemy służby w okolice Dworca Centralnego w Śródmieściu, a faktyczne zderzenie autobusu z samochodem ciężarowym miało miejsce na ul. Jana Pawła II, ale w dzielnicy Wesoła.
  • Jesteśmy niezbędni, gdy sytuacja masowa, szczególnie w pierwszej fazie jej trwania, zabiera z systemu wydzieloną część sił i środków, które normalnie zabezpieczają przypisane im rejony operacyjne. Tu doskonałym przykładem niech będzie sytuacja awaryjnego lądowania na lotnisku im. F. Chopina w Warszawie samolotu pasażerskiego Boeing 767, pilotowanego przez kapitana Wronę. Czas zdarzenia – 1 listopada 2011, o ile dobrze pamiętam, słoneczne popołudnie. 1 listopada to dzień wolny od pracy i miejskich korków, ale dla systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne dzień ciężki – czasochłonny dojazd i wyjazd karetek do/z cmentarzy (cmentarzy rozśrodkowanych, wiele z nich w znacznej odległości od dyżurujących szpitali), dużo interwencji związanych z zasłabnięciami w rejonach cmentarzy, interwencji w komunikacji miejskiej dojeżdżającej do nekropolii, wiele spotkań rodzinnych, które generują wezwania, w tym te alkoholowe, migracje Polaków samochodami, zwiększony ruch na dworcach kolejowych i autobusowych, w CITY wielu spacerowiczów, którzy w dzień świąteczny łapią oddech od pracy. Uwierzcie mi, ręce pełne roboty i wiele osób wzywających i oczekujących pomocy, w tym część bezpośrednio będąca w nagłym zagrożeniu życia i zdrowia. Co się dzieje w takim mieście jak Warszawa, gdy zespoły ratownictwa medycznego, mające już pełne ręce roboty, muszą wydelegować alarmowo znaczną część swoich sił do zabezpieczenia awaryjnego lądowania dużego samolotu pasażerskiego? Oczywiście czas potrzebny do zaspokojenia potrzeb mieszkańców przez ratownictwo medyczne musi się znacząco wydłużyć, a na wartości zyskują atrybuty, tj. umiejętność udzielania pierwszej pomocy oraz umiejętność dobrego współdziałania z operatorem numeru 112 – tak, by mógł on najlepiej jak to tylko możliwe zbierać informacje służące ustalaniu priorytetów działania systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne. Odjazd tak wielu zespołów PRM w rejon koncentracji dla służb ratowniczych lotniska nie zdarza się codziennie, ale obrazuje jak ważni jesteśmy my, nasza samodzielność i kompetencje. Proszę, uwierzcie mi, że silny opad śniegu z deszczem w godzinach szczytu w CITY potrafi ograniczyć wydolność systemu nie mniej, niż wspomniana wyżej nagła sytuacja kryzysowa.
  • Katastrofa budowlana podczas targów EXPO w Chorzowie. Z ratownikami GRS s12, którymi miałem zaszczyt wtedy kierować, dotarliśmy na miejsce do półtorej godziny od zdarzenia i działaliśmy przez następnych kilka godzin. Wchodząc na obszar katastrofy mijaliśmy wielu okolicznych mieszkańców oraz uczestników targów, którzy wspierali akcję, zbierali informacje od ocalałych, będących już poza rejonem bezpośrednich działań poszukiwawczo-ratowniczych czy ratowniczych, wyszukiwali tych, którzy doznali urazów, których stan zdrowia się pogorszył. W ten sposób wspierali rozwijającą się akcję ratowniczą. Działając tam w środku, w strefie 0, rozumiejąc jak wyglądało miejsce zdarzenia i nagłość wystąpienia tej katastrofy oraz warunki pogodowe, w jakich wystąpiła, do dziś mam przeświadczenie jak wiele dobrej roboty wykonali wtedy przygodni ratownicy, jak wiele zależało od ich działań choćby w obszarze zabezpieczania urazów, przywracania oddechu oraz wspierania ewakuacji dostępnymi drogami oraz otworami.
  • Sabotaż. W dniu, w którym powstaje ten post, ma miejsce bardzo skuteczny atak hakerski na systemy informatyczne Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Atak trwa od kilkunastu godzin i znacząco paraliżuje pracę bardzo ważnego i świetnie zorganizowanego komponentu ratownictwa w Polsce (dla mnie wzorowego). Aby jeszcze bardziej uwypuklić skalę takich cyberzagrożeń mogących w dobie zagrożeń znienacka rozbić współdziałanie „Kowalskich” z systemem i skazać ich na własne umiejętności ratownicze oraz okołoratownicze, wspomnę o wczorajszej awarii systemu 112 w całym kraju (niestety kolejnej w ostatnich miesiącach).

System bezpieczeństwa czy ratownictwa to my wszyscy. Bez naszego zrozumienia tego faktu oraz jego wsparcia, nie ma on szans na skuteczne działanie we wszystkich powierzonych mu zadaniach. Życie i zdrowie jest wartością uniwersalną, takie esperanto dla całej planety, dlatego moim zdaniem, i to chciałbym przekazać pod rozwagę, warto poświecić trochę czasu i energii, by odświeżać wiedzę w zakresie: udzielania pierwszej pomocy, współdziałania z operatorami numerów alarmowych 112, przećwiczyć natychmiastową ewakuację z miejsca pracy, domu czy miejsc, w których często przebywamy, odkurzyć i uzupełnić apteczkę, poćwiczyć użycie defibrylatora AED, omówić z bliskimi zasady bezpieczeństwa.

Pierwsza pomoc wykonywana samodzielnie, skutecznie, ale i bezpiecznie daje nam wszystkim wielką moc poprawiania świata, korygowania tego, co losowo staje nam i ludziom w naszym otoczeniu na drodze. Nie chcę też w tym poście w żaden sposób umniejszać roli centrów ratowniczych czy decydentów sprawujących nad nimi nadzór – na swojej zawodowej drodze poznałem wiele wybitnych osób. Moim celem jest rozpowszechnienie prawdy fundamentalnej, iż najważniejszym elementem systemu ratownictwa, jego początkiem jest wyedukowane w tym zakresie, przygotowane do działania i empatyczne społeczeństwo (to szalenie ważne również w kwestiach profilaktyki oraz przeciwdziałania zagrożeniom). I tu od 20 lat obserwuję wielką zmianę na lepsze, płynne przejście od „mi nie zależy” i „to, mnie nie dotyczy” do społeczeństwa obywatelskiego – wspierajmy ten proces!

Jeśli zainteresował Cię ten materiał, zapoznaj się z powiązanymi postami:

112 – jak doprecyzować lokalizację zgłoszenia?

Aplikacja RATUNEK – do każdego smartfona!

logo mfx
Napisz odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.